Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Baczyński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Baczyński. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 22 stycznia 2015

Tyś jest imię moje... Baczyński

Warszawa Baczyńskiego. Nie będzie to notka biograficzno-wspomnieniowa. Będzie o tym, że tak się złożyło, że Warszawę, tak jak i inne miasta, w których mi mieszkać pzyszło poznawałam głównie pieszo, często wyznaczając sobie coraz to szerszy szlak biegowy po okolicy, a potem okolicy okolicy i tak dalej. Tak natrafiłam na sąsiedzkie mieszkanie Baczyńskiego przy króciutkiej ul. Hołówki 3, bocznej Czerniakowskiej, zaraz za kościołem św. Stefana.


Bardzo często tamtędy przechodziłam przenosząc się myślami do Warszawy lat 20., 30. i 40. - czasów, o których nie mam pojęcia i nigdy mieć nie będę, ale blade wyobrażenie.

Całkiem niedawno okazało się, że ostatnie krótkie, ale częste i raczej intensywne wizyty w Warszawie ponownie powiodły mnie 'szlakiem' Baczyńskiego. W okolicę Kamienicy Wildera na ul. Bagatela 10 trafiłam trochę przypadkiem, jednym z tych, których nie ma.


Przechodząc obok trudno nie zauważyć umieszczonej na ścianie budynku tablicy informującą, że 22 stycznia 1922 r. urodził się tam Krzysztof Kamil Baczyński. Zupełnie niezwykle było to dla mnie odkrycie i takie też przeżycie.


W pobliskim kościele św. Zbawiciela został ochrzczony, a kilka lat później rodzina przeniosła się na sąsiedzki Ujazdów. 

Mam trochę specjalną pamięć do dat, stąd zwróciłam też uwagę, że dzień śmierci Baczyńskiego, 4 sierpnia, to również dzień śmierci bliskiej mi osoby.

Ostatnią tablicą na jaką się natknęłam spacerując niedawno po zimowej Warszawie jest ta na Pałacu Blanka, przy której poległ Baczyński.




Promienie

Powietrze aniołów pełne, 


a ich przejrzysty trzepot 


jest jak natchnione ciepło 
nad ognia złotą wełną. 


Dziewczynko, która fruwasz, 


na ptaki rozmnożona. 


Biały pył? Jasny potok? 
Promień ścieżek jak złoto 
na skrzydłach? Na ramionach? 


Kim mi jesteś? Kim jesteś? 


Obłok snu purpurowy. 


Cień przenika powietrze,
idzie ziemią i przeczy 
puszystej rzeźbie głowy. 


Smutek to czy czekanie? 


Pośród organów blasku 


jak dymu smukłe laski 
lub słupy srebrnych puchów - 
- bąki grających duchów. 


Ileż muzyki ciepłej! 


Kim mi jesteś? Kim jesteś? 


Utrwalony powietrzem 
ptaku białego pyłu - 
kim mi jesteś, czym jesteś - 
pół-ptak, a pół-miłość

czwartek, 1 stycznia 2015

I ... I will begin again, czyli znów wędrujemy






Postanowienia noworoczne nie mogą długo czekać, stąd wracając do tych mocno 'po dacie', bo sprzed 6 lat oraz niedawnych inspiracji (: chcę ocalić od zapomnienia przeżycia z podróży małych i większych licząc, że może z tych dużych również, jeśli los się do mnie uśmiechnie.
Zawsze fascynowała mnie uprawiana przez Gustawa Herlinga-Grudzińskiego tzw. kompozycja szkatułkowa tekstu, więc miejsce, wspomnienie, czasem skojarzenie będzie zawsze motywem przewodnim notek. Tak po Proust'owsku. Hmm, czy zawsze, to się okaże :)


W noworoczny dzień wypada podzielić się tym, co co roku gra u mnie tradycyjnie tego dnia.

Ps. Tytul zaczerpnęłam z przepięknego wiersza Krzysztofa Kamila Baczyńskiego "Znów wędrujemy" napisanego w 1938 r., którego interpretacją 17-letni Grzegorz Turnau wyśpiewał sobie 1. miejsce na Studenckim Festiwalu Piosenki w Krakowie w 1984 r.



A tytuł tego wpisu?
To tajemnica pewnego wrześniowego poranka i odbicia twarzy w szybie odjeżdżającego pociągu. I skojarzeń pewnej sympatycznej postaci z czasów utraconego czasu, bez której tego bloga Być Może by nie było. Ps. Dziękuję X

Znów wędrujemy ciepłym krajem,

malachitową łąką morza.

(Ptaki powrotne umierają

wśród pomarańczy na rozdrożach.)

Na fioletowo-szarych łąkach

niebo rozpina płynność arkad.
Pejzaż w powieki miękko wsiąka,

zakrzepła sól na nagich wargach

A wieczorami w prądach zatok

noc liże morze słodką grzywą.

Jak miękkie gruszki brzmieje lato

wiatrem sparzone jak pokrzywą.

Przed fontannami perłowymi

noc winogrona gwiazd rozdaje.

Znów wędrujemy ciepłą ziemią,

znów wędrujemy ciepłym krajem.