Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Parma. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Parma. Pokaż wszystkie posty

sobota, 26 września 2015

Róż/nie w Parmie

Plan był jak następuje: Parma, Modena, Ferrara, Padwa, Bolonia, Florencja, Piza. 
Czas trwania: przylot w czwartek po południu - odlot we wtorek o świcie. Średnia temperatura w regionie Emilia Romagna: oficjalnie 34 stopnie, nieoficjalnie, kto wie. 

Ze względów czasowo-logistycznych odpadła tylko Modena. Pierwszym chwilom na maleńkim lotnisku w Parmie zaraz po opuszczeniu samolotu towarzyszy uczucie wejścia pod ciepłą kołderkę w pełnym rynsztunku. Całkiem przyjemne, gdyż chwilowe. Kilka godzin wcześniej Londyn oferował jedyne 13 stopni. Z czasem wszystko powszednieje, myślę czasem. Nawet ciepłe dni.


Parma. 
Z naszej czasowej skarbonki wyłuskujemy półtorej godzinki na raczej szybki kurs po mieście. Stacja w Parmie jest na tyle duża, że pomieściłaby całą ścianę skrytek na bagaż. Jednak rundka po budynku nie przyniosła dobrych wieści i po mieście wędrujemy z bagażem. Walizka na kółkach toczy się leniwie, czyli wcale nieproporcjonalnie do mojego zapału. Mijamy Palazzo della Pilotta, i kierujemy się ku Baptysterium i Duomo. Po godzinie mamy jakiś obraz miasteczka, gdzie w czasie siesty wszystko, na sposób południowców, pozamykane. Zobaczywszy, że jest raczej ospałym miasteczkiem dokonujemy barbarzyńskiego czynu: rozbijamy obóz lunchowy na schodach ośmiokątnego, grubego jak pocisk Baptysterium. Marmur jest zimny i niewzruszony. Otoczenie zawsze było dla mnie istotne. Niebagatelny walor smakowy. Myślę, że jedzenie czegokolwiek w sąsiedztwie takiej ilości odcieni różowego marmuru słynnego 'pink Veronese' ścian zamkniętego Baptysterium doprowadzić powinno do podniebiennego/podniebnego obłędu. Znajdujące się w katedrze słynne freski Corecci'ego à la "żabie udka" według ówczesnych, z czego dworował sobie nawet Dickens, przedstawiające wniebowzięcie Maryi pozostają poza naszym zasięgiem. Może następnym razem. Pora wracać. 

Kluczenie po stacji według sprzecznych oznaczeń doprowadza do lekkiej pasji, podobnie jak studiowanie włoskiego rozkładu jazdy pociągów. Kolejny przystanek przesiadkowy i przymusowy postój w Bolonii, gdzie w ciągu godziny nic nie zdziałamy. Połączenia między miastami wyznaczają dalszy przebieg dnia. Punkt kolejny, chwilowo docelowy, to Ferrara - na ile nam sił i czasu starczy, by przed północą zameldować się w Padwie. Przed Bolonią przejeżdżamy przez miejscowość Reggio. Nie sposób nie pomyśleć o polskim hymnie na ziemi włoskiej.