Widok latarni morskiej w Sopocie podczas niedawnej wyprawy 'śladami Herberta' przypomniał mi fragment krótkiego eseju z „Barbarzyńcy w podróży" opisującego wyprawę Herberta łodzią rybacką na wyspę Holy Iona znajdującą się w północno-zachodniej części Szkocji, przy wyspie Mull.
„Po kolacji gospodyni poprosiła mnie, abym postawił małą lampkę w oknie wychodzącym na Holy Iona. Taki jest zwyczaj. Nocą światła obu wysp rozmawiają ze sobą.
Nie wiadomo, co przyniesie przyszłość i jak długo trwać będzie rozdarcie świata. Ale dopóki w jedną bodaj noc w roku światła tej ziemi będą się pozdrawiały, niecała chyba nadzieja jest pogrzebana."
Podobnie bywa ze spotkanymi, nierzadko przypadkiem, ludźmi, którzy pojawiwszy się choć na krótko w naszym życiu odchodzą, ale raz zapalone przez nich światło pozostaje. I ta jasna, pogodna obecność, która niegdyś podarowała tak wiele piękna, teraz skrada uśmiechy i momenty, jest tematem myśli, powraca między ciszą, czasem między słowami.
Gdzieś na świecie właśnie zapada zmrok, gdzieś wstaje słońce, komuś zabije mocniej serce, światła wysp porozmawiają ze sobą...
Dawne, niedawne
Wróciły dziś do mnie nad ranem
Jak z nieba zgubione jaskółki
Na długą niepamięć skazane
Nasze dawne zabawne pocałunki
Te znad rzeczki te z łąki te z lasu
Te pospieszne, bo nie ma już czasu
Te gorące zdyszane i te senne nad ranem
Te liryczne i śliczne i pornograficzne
Te kradzione od żony
I te kłamstwem słodzone
Tamte z klatki schodowej i z windy
Te miętowe i te anyżkowe
I te inne od innych
A na końcu te troszkę mokre od łez
Po których nie ma już śladu
A przecież jest
A. Osiecka
