Rzeczy pierwsze.
Dwa dni na Amsterdam. Niewiele, gdy jesteś w mieście po raz pierwszy, chcesz zobaczyć 'wszystko' i zrobić to per pedes. Pierwszy raz chodziłam po mieście z mapą i przewodnikiem. Pierwsze wrażenie miało smak trochę 'gdański'. Geometryczne fasady kamieniczek ciasno oplatające pierścienie kanałów, po kilku godzinach krążenia po części północnej pozostawiają w pamięci architektoniczny wynik pomnożenia długiego targu i ulicy Mariackiej razy kilkadziesiąt czyniąc niemałe zamieszanie w mojej wewnętrznej mapie Gdańska i Amsterdamu. W szufladce pamięci o Amsterdamie wyrósł kanał. Długie jego ciągi, poprzecinane mostami o długich nazwach, których trwalszego przyswojenia odmawia moja zazwyczaj dobra pamięć tak niechętna innemu niż polskiemu sąsiedzkiemu nagromadzeniu spółgłosek.
Dwie rzeczy: tłum turystów i parogodzinny deszcz poszły na rękę zasadzie 'no compromises' i decyzji, że do miejsc typu Muzeum Królewskie, czy Dom Van Gogha jeszcze wrócę. Kiedyś. Kiedyś później Jak zachęca znajomy Dutchmen, wczesna wiosna i późna jesień - to pory, kiedy miasto jest względnie dostępne. Wywiad zrobiony w pracy z siedzącym po sąsiedzku jednym z nich potwierdził, że im zimniej, tym mniej chętnych. Ale nasz amsterdamski host, niezapomniany Mr R. uciął z pewnym spokojem moje próby by "beat the crowd" i na przykład przyjść pod Rijksmuseum przed otwarciem - "You are romantic. This city is busy all year round". Pisząc teraz, z mocnym opóźnieniem, o amsterdamskich wędrówkach i wrażeniach mam w głowie kilka miejsc i impresji zapamiętanych jako znaczące, ważne, ktore chciałabym tu zostawić.
Pierwszy dzień upłynął pod znakiem deszczu, co nieznacznie utrudniło bratanie się z tym miastem, oswajanie bruku i arterii uliczek. Wszystkie, typowo turystyczne miejsca okalają żywe ogonki kolejek. Przystajemy przez chwilę przed jedną z nich tuż pod domem Anny Frank, który obecnie jest jednym z najważniejszych "must see" punktów miasta. Słuchamy bicia tych samych kurantów kościoła zachodniego, których i ona słuchała z ukrycia.
Mało kto wie, że tuż przy południowej ścianie domu znajduje się kamienica, w której pomieszkiwał Kartezjusz. Zobaczy to ten, co się rozgląda. Na placu kościelnym znajduje sie rownież pomnik - instalacja trójkątów upamiętniającą prześladowaną społeczność gejowską. Gdyby nie przewodnik nie wiedziałabym nic na ich temat.
Dzień drugi był bardziej tematyczny, słoneczny, z przepływem zwykłym pasażerskim promem przeprawiającym po Ij Amsterdamczyków do północnej części miasta tuż za dworcem głównym tak podobnym do tego gdańskiego z jego czerwoną cegłą z elementami piaskowców i mnóstwem wieżyczek i płaskorzeźb. Potem eksploruję część portową, wraz z Muzeum Żeglugi, do którego dwa razy udał się w 1995 roku, podczas ostatniego pobytu w Amsterdamie, Zbigniew Herbert poruszający się w ostatnich latach życia na wózku. Ba, drugiego dnia udał tam ponownie uciekając z hotelu. W tym mieście jego ślady urwały się wraz z zaniechaniem wstępu do Muzeum Królewskiego. Do następnego pielgrzymowania śladami obrazów małych mistrzów, śladami piękna zwykłego życia, a także śladami poetów.
Kolejnych kilka godzin spędzam pomiędzy kanałami tuż przy dworcu. Rownież i tymi, które nocą świecą na czerwono, by za dnia pozostać oknami z żywymi kobietami tak innymi niż te młode dziewczyny stojące tam poprzedniego wieczoru mocno po zmroku. To miejsce, które nocą jest równie ruchliwe jak handlowe centrum miasta, z tym, że tu handel ma za przedmiot całkiem żywy brrr... "towar". Żadna z nich, choć z pewną miną i jakąś wyrozumowaną ordynarności uśmiechu nie uśmiecha się oczami. Te mają jakieś stalowe spojrzenie nieszczęścia. Strasznie mi ich szkoda. Za dnia szkolne wycieczki do stojącego opodal najstarszego kościoła Oude Kerk zdają się nie zwracać uwagi na te wdzięczące się leniwie za dnia obiekty wystawowe.
Chociaż tu i ówdzie trwa remont, udało mi się trafić do Muzeum Amstelkring, czyli ukrytego kościoła katolickiego (zwanego tez Our Lady in the Attic), ukrytego za fasadą kamieniczek, które wewnątrz kryją niezwykły, wcale nie mały ani wąski, ba! trzypiętrowy, sekretny XVII-wieczny kościół. Wnętrze jest odnowione, doskonale zachowane pomieszczenia plebanii, kuchni w jakiś sposób pozwalają przenieść sie na chwilę do wnętrza obrazów odtwarzających tzw. zwykłe życie domu pelnego ukrytych pokoi, zakamarkow, klatek schodowych i tych niewielkich okien nad dachami dzielnicy.
Pozostała, zachodnia część miasta, okazuje się najmniej oblężona przez turystów. Hurra! Wreszcie, wędrując, mogę się zgubić w żydowskiej dzielnicy.
Stamtąd trafiam pod Muzeum Ruchu Oporu oraz Zoo. W niewielkim, zupełnie niepozornym parku Wertheim, strzeżonym przez kamienne sfinksy, znajduje się niezwykły pomnik pamięci ofiar Auschwitz. Kwadratowe, popękane lustro odbijające niebo symbolizuje bezradne zadziwienie nad rozbita rzeczywistoscia, gdzie pod tym samym firmamentem jedni żyli, inni ginęli bestialsko mordowani. Ziemia pod pomnikiem kryje urny z prochami holenderskich Żydów. Ponad tą pobitą na kawałeczki niebieską przestrzenią, niebo nigdy nie będzie całe.
Tego dnia, a był to poniedziałek 4 maja, Holendrzy przygotowują się na obchodzony nazajutrz Liberation Day. Od południa trwają prace wokół obelisku na Damstraat, pod którym corocznie królowa składa kwiaty. Raz na 5 lat jutrzejszy dzień jest dniem wolnym od pracy. Po godzinie 18ej, kiedy po eksplorowaniu miasta na własną rękę spotykamy się po godzinnym szukaniu, bo plac zamknięty I mocno odgrodzony. Podczas gdy tum żądny podejrzenia rodziny królewskiej I strzelenia jakiejś fotki z ukrycia kłębi się na placu, inna masa ludzka maszeruje w pochodzie, a kolejna obserwuje ich na całej długości trasy.
My, w czasie, gdy na placu trwają główne uroczystości, jesteśmy ponownie w dzielnicy żydowskiej tuż na wprost Domu Rembrandta, pijemy kawę. O 20. jest dwuminutowa cisza. Przy sąsiednim stoliku siedzą Rosjanie, głośni i niefrasobliwi jak zawsze, gdy pamięć wymaga refleksji. Chcę jeszcze zobaczyć jedno miejsce, ale zanim trafimy do Hollandsche Schouwburg musimy się zgubić. Przychodzimy, gdy dosłownie zamykają drzwi. Ochroniarze okazali się bardzo życzliwi, gdy proszę bym mogła wejść na minutę, zrobić zdjęcie, mówiąc, że szliśmy tam ponad 30 minut. To stąd tysiące Żydów wywieziono do obozów zagłady. Wewnętrzny dziedziniec wciąż ma wbudowany w jedną ze ścian fragment starego muru będącego niemym świadkiem tamtych wydarzeń. Cisza i wymowne tabliczki z nazwiskami wywiezionych. 4 maja to także Dzień Pamięci poległych (Dodenherdenking).
Po drodze trafiamy na most Sarlouisbrug, na który wysłała nas jadąca na rowerze kobieta zobaczywszy, że fotografuję pomnik pamięci Żydów holenderskich mówiąc, że tuż nieopodal znajduje się kanał, przy którym właśnie składała ze znajomymi kwiaty, żebyśmy koniecznie tam się udali. Na miejscu trafiamy nad Shadow Wall, gdzie niegdyś stały kamienice, z których podczas II wojny wywieziono ponad 200 Żydów do obozów w Sobiborze i Oświęcimiu. Dziś brzeg kanału kryją kwiaty położone na tabliczkach z nazwiskami poszczególnych rodzin rozmieszczonymi według rozmieszczenia ich domów wzdłuż kanału. Mocne. Bardzo mocne.
Ostatnie godziny pobytu w Amsterdamie, tuż przed odjazdem na lotnisko z Dworca Głównego odbywam zupełnie abstrakcyjną rozmowę o 5 nad ranem z Amerykaninem twierdzącym, że należy do US Navy o Davidzie Bowie, którego brelowskiego „Port of Amsterdam" słuchamy głośno z mojego telefonu czekając na otwarcie sklepu o 5:15 am. Totalny kosmos i fenomen. Jak Amsterdam.




Ciekawie opowiadasz o mniej oczywistych miejscach w Amsterdamie. Mnie się udało odwiedzić i Rijksmuseum i Muzeum Van Gogha i Dom Anny Frank, a byłam na święta dwa lata temu, wówczas kolejki jakby mniejsze, nigdzie nie czekałam dłużej niż pięć minut. W pierwszym muzeum oglądałam obrazy, o których pisał Herbert w Martwej naturze z wędzidłem. Gdyby nie jego opisy pewnie minęłabym obrazy bez emocji. Wiesz nie wszystkie zdjęcia się otwierają (mogę obejrzeć tylko cztery, pozostałe mają znak stopu:(), nie wiem, czy to wina mojego sprzętu, czy coś u ciebie. Pozdrawiam serdecznie
OdpowiedzUsuńDziękuje za wizytę i alarm w sprawie zdjeć. Blogspot chyba wysiada czasem. Zaraz to naprawie. A Amsterdam oczywiście na następne wizyty u mnie czeka. Zapraszam na więcej Herberta na FB Głosy Herberta :)
UsuńJuż sie otwierają wszystkie. :) Dziękuje za ,zaproszenie, ale jednak FB ostatnio omijam, pozostaje natomiast chętnie gościem twoich wędrówek :)
OdpowiedzUsuńDziękuję, zapraszam po więcej :) pozdrowienia dla Gdańska przy piątku.
UsuńTylko z tego jednego wpisu dowiedziałem się więcej o Amsterdamie niż dowiedziałbym się z przewodnika:) Przede wszystkim, tak jak wyżej zaznaczyła guciamal, ta wędrówka do miejsc mniej znanych, przez turystów często omijanych sprawia, że inaczej patrzy się na stolicę Holandii. Głębiej, pełniej. Wisienką na torcie jest oglądać te wszystkie miejsca przez pryzmat Twojej wyobraźni:) Uwielbiam to w Twoim pisaniu! To bicie kurantów, którego słuchała również Anna Frank, te refleksje w miejscach, które o taką aż się proszą, te głębokie spojrzenia w oczy innych, często smutne oczy...Każdy dzień z Twoim blogiem jest niezapomnianym doznaniem, jakąś formą medytacji nad tym, co w życiu ważne, piękne, to również duża dawka wiedzy, a tej ngdy za dużo:) Pozdrawiam z "sąsiedniego" Dunstable:)
OdpowiedzUsuńOj dziękuję. Miło, że tu zaglądasz i czytasz. Napisałam co pamiętałam z tamtych kilku dni majowych, czyli przed pół rokiem prawie :) zeby ocalić od zapomnienia głównie. Macham z Londynu, choć pewnie nieskutecznie by rozgonić to, co przysiadlo na dzisiejszym niebie na Wyspie ;)
UsuńGdzieś tam wcześniej zachęcałem byś napisała książkę, a teraz złapałem się na tym, że przecież jak książkę właśnie czytam Twoje zapiski:) Dawkuję sobie, niespiesznie czytam, by nic mi nie umknęło, bym nie tylko chodził Twoimi śladami, ale też w nich się odnajdywał. Cieszę się bardzo, że jeszcze tyle rozdziałów tej pasjonującej księgi Twego życia przede mną:)
OdpowiedzUsuńOczyma wyobraźni dostrzegłem to machanie i niezależnie od tych niebiańskich przysiadów odmachuję:)
Trochę sobie tu tylko grafomanuję - notuję Pietia, książki zostawmy wielkie literaturze :) za to wędrówki śladami są dla każdej pary nóg. Dziękuję za przemiłe słowa :)
Usuń