...ale to nieustannie trawiące mnie marzenie, by ujrzeć na własne oczy jak najwięcej lądów i mórz, zanim umrę.
Jak teraz o tym myślę, już od dotknięcia żywą stopą betonowego nadbrzeża porwał nas kolor, wiatr i głos Morza Sródziemnego. Tam, gdzie horyzont zamyka sie w blekicie, kolorze nieskończoności. Ostatni prom jest chwilę po 20ej - orientujemy się jeszcze przytomnie i ruszamy na spotkanie z ulubioną wyspą Kazafakisa, na której powołał do życia Greka Zorbę. Gdzieś na skałach pod Muzeum Archeologicznym urządzamy piknik i nad i pod wisząca skałą. Chłoniemy widoki, wchłaniamy pyszna sałatkę grecką, by wreszcie, gdy osiągamy pierwsze nasycenie światłem i kolorem nie bez żalu udać się dalej. Dalej znaczy wgłąb wyspy, czyli tam dokąd będzie jechał pierwszy, i jak się okazało jedyny, w tej godzinie autobus pasażerski, taki i z turystami i z popem.
Grek Zorba
Jak teraz o tym myślę, już od dotknięcia żywą stopą betonowego nadbrzeża porwał nas kolor, wiatr i głos Morza Sródziemnego. Tam, gdzie horyzont zamyka sie w blekicie, kolorze nieskończoności. Ostatni prom jest chwilę po 20ej - orientujemy się jeszcze przytomnie i ruszamy na spotkanie z ulubioną wyspą Kazafakisa, na której powołał do życia Greka Zorbę. Gdzieś na skałach pod Muzeum Archeologicznym urządzamy piknik i nad i pod wisząca skałą. Chłoniemy widoki, wchłaniamy pyszna sałatkę grecką, by wreszcie, gdy osiągamy pierwsze nasycenie światłem i kolorem nie bez żalu udać się dalej. Dalej znaczy wgłąb wyspy, czyli tam dokąd będzie jechał pierwszy, i jak się okazało jedyny, w tej godzinie autobus pasażerski, taki i z turystami i z popem.
Kierunek Agia Marina, dokladnie po drugiej stronie Eginy. Patrząc na mapę trasy i mając gdzieś w głowie pobieżnie zaobserwowaną topografię wyspy przypominam sobie umiejętności i refleks portugalskich kierowców pracujących na trasie nad Ocean. Tu jest podobnie, bo droga nie widzie tak zwyczajnie na przełaj, pierwsza w prawo potem prosto i w lewo, albo nadbrzeżem i dookoła, ale w górę po stromych zakretach. Takich, że uuuuuuuh. Już mi się podoba, jak wszystko co trudne i nieoczywiste, a im wyżej, tym lepszy widok. Pniemy się wiec blisko 30 minut. Zjawiskowe widoki piętrzą się to po lewej, to po prawej, a my ciagle wzwyż, aż trafiamy tam, gdzie teren się obniża, faluje a brzeg morza spotyka piasek i zwie się plażą. Ba, nawet calym kurortem. Na wprost straszy wymarły, zbudowany na wyżynie czarny hangar, w stylu hoteli kontynentalnych. Zaczepiony pan mówi, że to pozostałość po wojsku i nieudanej inwestycji. Szkoda, że lokalizacja idealna mija się z biznesową konsekwencją. Po trzech godzinach naprzemiennego leżenia i pływania mamy dość. Średnio się sprawdzam w utrzymywaniu bezruchu dłużej niż kilka minut. ADHD w czystej postaci wyłącza się tylko na czas snu. Nie wiemy, że najlepsze dopiero przed nami.
Na jedynej głównej ulicy okazuje się, że ostatni autobus powrotny był chyba tym, który nas przywiózł. Do portu jest jakieś 12 km, a prom odpływa za nieco ponad dwie godziny. Długo się nie namyślając robimy to, co wychodzi nam najlepiej, czyli idziemy licząc, że może złapiemy jakiś pojazd. Chwilę później rozbijam wyświetlacz telefonu i uświadamiam sobie, że dziś 13ty :) Nic to. Droga przed nami rozciaga sie niczym autostrada 66. W wersji greckiej otoczona gigantycznymi kaktusami, cyprysami. Nieco niżej, a moze wyżej, ale na pewno za pięcioma zakrętami mijamy położoną na wzgórzu dorycką świątynię Afai. 5 w. p.n.e. Widok kaleczy zwykła druciana siatka.
Na siódmym kilometrze kończą się spektakularne widoki. Zaczyna się jednostajna droga pośród drzew oliwnych i plantacji dziwnych krzaków. Na wszellki wypadek wyobrażam sobie, że to bawełna i specjalność wyspy - pistacje. Łapiemy stopa i opowiadamy sympatycznej parze Greków o naszej 'przygodzie i ochocie podziwiania widoków' i słyszymy, że 'przygoda i widoki będą bardziej cieszyć, jak przegapimy prom'. O matko! Nudziarze. Mamy jakieś 5 km i 20 minut. Tematem przewodnim są ... ceny wody (mineralnej!) i benzyny. W Polsce. Prawdziwe wyzwanie dla emigranta bez prawa jazdy. Walka z czasem trwa, zwłaszcza że kierowca niezbyt orientuje się w meandrach trasy w okolicy już płaskiej i stąd 'rezydentalnej'. Docieramy jednak do portu i widzimy, że promu raczej nie było a na pewno nie bedzie. Dochodzi do nas, że noc spędzamy na wyspie. Hurra! I o rety! Szkła kontaktowe przykleję sobie do wnętrza powiek licząc, że nie zostaną tam na stałe. Obóz przetrwania czas zacząć.
Rozsiadamy sie na kamiennym 'molo' i gapimy się na zachód słońca. Niebo zupełnie nie barokowe, za to z festiwalem kolorów, ale nic lepszego, niż widok gasnącej wolno kuli w miedzianej wodzie. Wreszcie nigdzie nam się nie spieszy. Odprowadzamy w bezruchu gasnące słońce. Przypomina to trochę antyromantyczną scenę rozstania kiedy nieruchome spojrzenie mówi wszystko, po czym każde idzie w swoją stronę. Powrotów nie będzie. Ze słońcem jest inaczej. Wstaje co rano niczym stary Syzyf do pracy.

Ucztujemy ponownie w MayaBay, potem mały rekonesans z okolicznymi kafejkami i udajemy się w kierunku plaży i MayaBay, gdzie zwijamy się w dwa małe kłębki na kilka godzin, by o 6 rano być ponownie w pustym porcie oczekując aż słońce wstanie. I jak mawia poeta zbledną gwiazdy, czytaj księżyc. Poranne światło. Morska, stalowa cisza. Spokój żywiołu. I gładka woda, na której po chwili pojawiają sie pierwsi, bezgłośni rybacy. Ich łodzie wżynają się w płaską, trochę foliową powłokę. Przy brzegu co chwilę słychać krótkie 'chlup'. Ryby się wygłupiają. Chyba nie tylko my potrzebujemy światla. Przyglądam sie temu jak trzylatek i myślę słowami Herberta 'dlaczego zycie moje nie było jak kręgi na wodzie' widząc jak te zakreślają się w coraz większe i większe. Marina jeszcze śpi. Fakt, jest niedziela i 7 rano. Żagle jachtów odbijają się w wodzie jak zepstue włócznie. Wśród zaparkowanych łodzi widzimy polski akcent, to Seschelka, z małą flagą. Wstępujemy na chwilę do przyportowej cerkwi, gdzie już trwa niezrozumialy dla nas ruch popów i kobiet.
Pireus podoba mi się od razu, instynktownie. Jest brzydki, chaotyczny, chropowaty, jak prawdziwe stare miasto portowe. Porzucony. Dochodzi do siebie po sobocie. Nie ma tam nic zjawiskowego, budownictwo z lat 70. na oko. Siatka wąskich, wymarłych, momentami prostych, równoległych ulic, które wznoszą się i opadają. Pireus ma układ fali, możaby zaryzykować. Za to klimat iście baltonowski. Czteropiętrowe domy towarowe wygladają tak znajomo. Istiploikos, miejscówka na śniadanie w samo południe, z rekomendacji znajomych Greczynek, położona jest mile od portu, bo na marinie, skąd taaaakie widoki.
Krótki sen i tężejąca opalenizna dają się we znaki, ale wobec braku czasu odkładam przejmowanie się tym na 'po śmierci'. Chmury nie bylo jak śpiewal zespół Kobong w Clipolu. Obóz przetrwania na życzenie zawsze rodzi najlepsze wspomnienia. Za kilka godzin uderzamy na Akropol. Ten wieczorny.
[Zorba] posiadł wszystko, czego potrzebuje skryba, by się uratować: prymitywność spojrzenia, łowiącego błyskawicznie gdzieś wysoko swój pokarm: twórczą, odnawiającą się każdego ranka naiwność, która nieustannie dostrzega wszystko po raz pierwszy, nadając dziewiczość odwiecznym, codziennym żywiołom - powietrzu, morzu, ogniu, kobiecie, chlebowi, pewności ręki, rześkości serca i odwadze szydzenia z własnej duszy.







Zdjęcia zachodzącego słońca niczym obrazy Turnera. Piękne. Zresztą nie tylko te (inne także). I tu westchnęłam sobie ciężko, bo odezwało się we mnie to pragnienie Zorby, aby zobaczyć więcej i więcej.
OdpowiedzUsuńDziekuje ;) alo trzeba by gotowe obrazy ogladac na zywo, a na bardziej wymagajace czasy opcja 'utrwalanie' bardzo sie przydaje. Kiedy Lizbona via Londyn?
UsuńJuż całkiem niedługo, już zaczyna się to przyjemne uczucie ściskania w dołku. Za niecałe pół miesiąca.
OdpowiedzUsuńOch to musi byc jakby już! :) udanej Lisbon story
UsuńFascynujące jest dla mnie najpierw czytać Twoje opisy miejsc czy sytuacji, wyobrażać je sobie zgodnie z Twoimi wskazówkami / sugestiami, by później zobaczyć to wszystko na fotografiach. Bardzo mi się to podoba! Bardzo!
OdpowiedzUsuńDziękuję Pietia. Na hasło Aegina i widok tych zdjeć uśmiech pojawia sie momentalnie. Proszę jeszcze coś, o czym zapomniałam w tym poście ;) http://youtu.be/fPWU8hy0McY
Usuń