niedziela, 12 kwietnia 2015

Świecie nasz

Czasem, może nawet częściej, działam na zasadzie 'jak pomyślał, tak też zrobił". Zupełnie jak Pomysłowy Dobromir. W Wielkanocny Poniedziałek  prognoza pogody była podejrzanie optymistyczna. Nie czekając na kolejny kwietniowy kaprys ruszyłam w drogę by popatrzeć na fale i posłuchać o czym szumi Zalew. 


Frombork. Pusty, przedpołudniowy. Szybko wyzbywam się podejrzeń słanych wobec sterujących pogodą o manipulację. Zdążam w ostatniej chwili wejść na chwilkę do katedry. Patrzę z jej końca na opustoszałe wnętrze. Z zadumania nad kunsztem wyobraźni ludzkiej wyrywa mnie wołający gdzieś z zaświatów bocznej nawy głos. "Zaraz zamykamy". Wychodząc przystaję przy, znajdującym się tuż  obok  bocznego wejścia, grobie Kopernika. Za każdym razem robi na mnie wrażenie. W 2008 roku ostatecznie potwierdzono to, co dotąd skrywała posadzka.  Niestrudzeni badacze umęczonych skrawków DNA orzekli, iż wykopane szczątki, jak przypuszczano, należą do renesansowego Geniusza. Powszechnie wiadomo, że Kopernik przez lata mieszkał, pracował i zmarł we Fromborku. Że tam gapił się w niebo i opracował poetycko brzmiące dzieło "O obrotach ciał niebieskich". Krótki pobyt w pobliskim planetarium wyjaśnia założenia teorii heliocentrycznej przenosząc obecnych na seansie w świat gwiazd i planet na sztucznym niebie. Poetycki klimat miejsca burzy sucha teoria. Ze świata marzeń wracamy na ziemię, zaliczywszy wprawdzie krótki pobyt w chmurach i wypełniwszy się wiedzą na wyższym poziomie abstrakcji. Poza planetarium, w bezpośrednim sąsiedztwie katedry jest  Muzeum Kopernika, biblioteka i wieża, z której w wieku lat 70. być może przeniósł się bliżej śledzonego  bystrym okiem uczonego wszechświata.






Nie przyjechałam zwiedzać, ale za każdym razem będąc w tym miasteczku wspinam się z jednakową przyjemnością na Wzgórze Katedralne. Lubię czuć jak nadchodzi oczarowanie miejscem z kategorii tych, które nigdy się nie znudzą. Nie zawołają o świeże spojrzenie. Pewien rodzaj zachwytu przychodzi mi bardzo śmiało i naturalnie. W takich momentach myślę sobie, że poza gwałtownymi namiętnościami i miłościami pojawiającymi się impulsem, są gdzieś w nas miejsca czujące intuicyjnie nasz smak. Taki pstryk palców. Spokojny oddech. Coś po prostu jest. Nieznajomy powiew znajomego.  Przechadzam się chwilę "wśród murów" katedry. Słyszę jak niedaleko przewodnik opowiada garstce osób historię katedry - "w tym miejscu zachowała się cegła z 1329 roku...". Wychwytuję jeszcze, że "Frombork to miasto kobiet". Coś w tym jest. Bo czuję się tam świetnie. Schodząc ze wzgórza zawsze przystaję na moment tam, gdzie przejście zaraz przy bramie się zwęża. Widok wprost na Zalew i dalej. Magia wpleciona gdzieś między kontury czerwonych dachów domków, kolory pruskiej cegły i wodę. Aż po horyzont. 



Nie zabawię dziś długo. W świąteczne dni przejazdy są dosyć ograniczone. Szkoda, bo dobrze mi wśród tych murów. Czerwona cegła zawsze działa jakoś znajomo kojąco. Taka łączność nabyta przez bliskie sąsiedztwo. Kto z północy, ten wie :)
Tabliczka przystankowa informuje, że mam 90 minut by nacieszyć się pobytem. Więc ruszam. Kopernik dominuje i nad dolną częścią miasta, Pomnik, tablice i sklep rybny. Także Kopernik ;)
 
Pod Wieżą Wodną od lat jest sklepik z pamiątkami. Prowadzony z różnym powodzeniem. Dziś jest tam kawiarnia. Kupuję bilet na wieżę, Super sympatyczny pan informuje mnie, by zachować bilet, w pierwszej sekundzie myślę, dwa razy nie trzeba powtarzać. Zbieram. Powód jest inny. Bilet jest ważny cały rok :) Wieża w środku wspaniała już od progu. Co lepsze, w miarę jak pokonuję kolejne piętra mijam na ścianach fotografie mocno już podupadłych zamków i pałaców dawnych Prus Wschodnich. To wystawa powstała na podstawie książki. Niesamowite, że latem 2013 słuchałam cyklu reportaży w radiowej Dwójce o wielu z tych miejsc. Zafascynowała mnie bez reszty. Wielokrotnie je odsłuchiwałam. Niezapomniane lato w atmosferze ruin i niemieckobrzmiących nazwisk. Potem odkryłam książkę, ubiegłoroczny prezent gwiazdkowy. Teraz te obrazy przychodzą do mnie. Takie telepatyczne prawo grawitacji :P  Widok z góry taki, że zapominam o domniemanym lęku wysokości. Przypuszczam, że podziałałby podobnie na wszystkie lęki świata. 











 




A na koniec wyprawy kilka momentów wsród fal. Jak zwykle stoję i patrzę daleko jak wielka woda porusza się niebiesko, jednostajnie i spokojnie. Przechodząc z portu na stare molo widzę drugiego w tym roku bociana. Mama powtarzała, że trzeba zobaczyć bociana w locie. Mija kilka sekund, i fromborski bocian podążając jakby za tą myślą podrywa się do lotu. Jak za szkolnych czasów szybko wymawiam w myślach 'raz dwa trzy na moje szczęście' :) Nie wiem jeszcze, że za 90. minut zobaczę kolejnego bociana 'wykonującego odgłos paszczą' :) a za kilka dni spacerującego brzegiem rzeki. Jeśli bocian nadal wróży szczęście to wiem, że przyniósł go w tym tygodniu bardzo dużo. I nie była to żaba :)




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz