niedziela, 11 stycznia 2015

Ballada Sopocka z Herbertem w tle

Droga w stronę Sopotu ku mej uciesze wiodła prawie brzegiem morza dając wybór kilku ścieżek: wersja dla ludzi o mocnych nogach - piaszczystą plażą, wersja dla zrowerowanych oraz tych zabieganych, jak i dla tych nieśpiesznych pieszych miejscami laskiem i skarpą, czyli dla każdego wedle potrzeb i możliwości. Moja czasem niezdecydowania natura kazała mi zakosztować drogi każdą z nich i muszę powiedzieć, że ta piaszczysta, mokrym brzegiem była chyba najlepsza, chociaż do dziś czuję ten przemarsz w stopkach:) 

Sopot jest jednym z miejsc, które smakują wyjątkowo nawet w mroźne popołudnie. Niestety, posmak niedzielnego obiadu z założenia sytego i wystawnego okazał się być nową twarzą tego miasta, tak bardzo upodabniając je do wielkanocnej turystycznej pisanki, mimo obecnych jeszcze bożonarodzeniowych dekoracji. Poza postawieniem nogi, mimo natłoku spacerowiczów, na molo i wystawieniu się na coraz mniej przychylne wiatry chciałam tym razem zobaczyć tylko trzy miejsca, pamiętając, że kolejna dłuższa wizyta w Trójmieście już za nieco ponad pół roku przy okazji Opener' Festival. 
Bowie wprawdzie nie wystąpi, ale na molo grałby tak :)
Pierwszym był obelisk Zbigniewa Herberta w Parku Północnym, który po niedawnej kradzieży mosiężnych liter 'Bądź wierny, idź' wygląda jak jeden z naprawdę dużych kamieni ozdobnych, stojących często w parkach lub na skwerach wielu polskich miast. 
 
Następnym sopockim adresem była ul. Haffnera 8, czyli dom, w którym mieszkał Herbert. 'Książę Poetów'. Co ciekawe, tytuł ten otrzymał w Gdańsku w roku 1962 r. na Festiwalu Kulturalnym za tomik ' Studium przedmiotu'. 
Kolejnym punktem wizyty było szybkie spojrzenie na dawny dom Miłoszów, do którego  sprowadzili się zaraz po wojnie. W dniu śmierci Mrożka, w radiowej Dwójce wspomniano krótko mroczną historię domu. Od tego momentu ten adres był w mojej pamięci oraz na trójmiejskim radarze miejsc do odwiedzenia. Zimą 1945 r. wraz ze zbliżaniem się frontu radzieckiego miejscowa ludność masowo opuszczała Sopot, zaś mieszkańcy domu przy ul. Wybickiego 23 - jedenastoosobowa niemiecka rodzina plus pies miała inne plany ... po niedzielnym obiedzie zażyła truciznę...  Od tego czasu dom stał opuszczony, ciesząc się złą sławą i opinią nawiedzonego, w którym nikomu nie udało sie zagrzać miejsca na dłużej, do czasu, gdy przyzwyczajeni do obcowania z zaświatami Litwini nie osiedlili się w nim. Miłosz w 'Dolinie Issy' napisał o diabłach, że to 'istoty, które ukazują się oczom ludzkim wtedy, gdy same sobie tego życzą'.  


Historia domu przy ul. Wybickiego 23 stała się inspiracją dla napisania przez Białoszewskiego 'Ballady Sopockiej'.

(...)
Że roku 45-go
Kiedy zwyciężający mieli wejść,
Sędzia - Niemiec, pan willi
Podobno niewinny,
Pani, dzieci, niańka,
Kuzyni, służąca, ogrodnik - 
Razem jedenaścioro -
Zebrali się w stołowej sali
I siedząc, jedząc połykali
Cyjanek
Tak ich zastali
Siedzących
Nieżywych
Nawet struty pies.
(...) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz