poniedziałek, 12 stycznia 2015

Wolne miasto Gdańsk

Gdańsk trafił mi się późnym popołudniem i już po zmroku z racji czasu zimowego. W styczniową jasną noc...  Spacery nocami miast albo raczej miastami nocą, kiedy światło jest przewodnikiem, drogowskazem i celem mają coś z tajemnicy pierwszych wizyt w miejscach dotąd nieznanych, świeżości spotkań z jego wnętrzem, jakby pozwalało się ponownie i odkryć i dać zagubić, pobłądzić i pobyć przez chwilę turystą.

W drodze powrotnej z Sopotu, zrezygnowawszy z wizyty w Oliwie i w Grass'owskim Wrzeszczu, miałam kilka godzin na nieobcy mi Gdańsk, gdzie postanowiłam odwiedzić miejsca mniej znane i uczęszczane - pierwszy był kampus Uniwersytetu Gdańskiego na Przymorzu. Dowiedziałam się niedawno, że w nowo otwartym budynku biblioteki uniwersyteckiej odsłonięto tablicę pamięci Herberta, który w latach 70. wykładał tam na polonistyce i zapragnęłam ją zobaczyć. Podobno bardzo tematyczne i specjalistyczne mogły okazać się niemałym rozczarowaniem dla licznie uczęszczających na pierwsze spotkania słuchaczy, ciekawych 'poety'. Kilka wspomnień studentów pamiętających jest dostępnych tutaj. Całkiem odpowiadają niepokornej naturze Herberta, którego nie zadowalało 'głaskanie po plecach' i zaspokajanie oczekiwań. Wierność konkretowi, droga pod prąd, całkiem semantyczne podróże do źródeł - oryginałów wierszy i sięganiu głębiej ponad to, co banalne i bezkrytycznie powielane mogło nie przysparzać uwielbienia mas.

Nowy gmach biblioteki prezentuje się okazale budząc uśmiech z powodu pewnych zewnętrznych elementów elewacji. 

Zaś mijając budynek wydziału prawa zdałam sobie sprawę, że gdyby moja pamięć cyfr była nieco bardziej doskonała :) i nie mieszała parzystych i nieparzystych mogłabym być równie dobrze absolwentką UG zamiast KUL-u.


Opatrzność czuwała i odbyłam studenckie pięcioletnie 'zesłanie' z dala od rodzinnych stron Warmii, doceniając może bardziej niż bliżsi lub dalsi miejscowi studenci i miejsce, i miasto, w którym przyszło mi studiować. Wspomnienie KUL, choć to już historia, i czas przeszły dokonany to też jedna z tych pewnych życiowych decyzji, nad którymi nie debatuję zapytując 'co by było gdyby' ale też wspomnienia i niemały sentyment do tej organicznej ziemi ściany wschodnich rubieży, wciąż chyba jeszcze wzgardzanych przez mieszkańców Polski A. Wizyta po latach w mieście siedzibie Trybunału Koronnego już za dwa miesiące ;)

Wracam już do Gdańska. Z długiej listy miejsc wybrałam kilka na ten niedzielny wieczorny spacer rozpoczęty od poklonienia się bohaterom - obrońcom Poczty Polskiej. 




Pięknie podświetlony pomnik robi wrażenie, zwłaszcza w sąsiedztwie olbrzymiego odbudowanego gmachu Poczty Polskiej, gdzie rozpoczęły się pierwsze lądowe działania wojenne 1 września 1939 r. a pocztowcy, którzy przez ponad 13 godzin stawiali opór Niemcom zostali pośmiertnie oznaczeni Krzyżem Virtuti Militari, symbolicznie umieszczonym na mniejszym pomniku. 


Kolejny raz pozwoliłam by wieże kościołów poprowadziły mnie nieopodal Bazyliki św. Katarzyny i św. Brygidy, zostawiając w tyle Wielki Młyn, mijając dominikański kościół św. Mikołaja, w którym Herbert gościł wielokrotnie na wieczorach z poezją i spotkaniach autorskich. 

Po chwili byłam już na ul. św. Ducha, gdzie odszukałam adres nieistniejącego już domu Schopenhauera znajdując namiastkę myśli tego egzystencjalisty, niegdyś bliskiego w czasach licealne-studenckich, 'okresie burzy i naporu', kiedy się drąży klasykę w poszukiwaniu kotwic i wyzwań.


W Bazylice Mariackiej: szybki zachwyt nad Sądem Ostatecznym Memlinga, przywołującym wspomnienie z dzieciństwa, kiedy w fazie mazania książek, dowodów osobistych i ścian oszczędziłam oglądany album z malarstwem Boscha, budzącego zrozumiałe przerażenie pięcioletniego dziecka:)

Na dłużej przystanęłam też przy ciemnej kaplicy AK-owskiej.


Tuż obok Bazyliki jest XVII-wieczna Kaplica Sobieskich projektu Tylmana z Gameren.


Architektoniczna elegancja oraz klasyczna forma bryły są tak charakterystyczne dla wszystkich jego dzieł, jak smutna nuta Chopina rozpoznawalna po kilku taktach.

Potem była bajkowa Mariacka i wspomnienia wielokrotnych wizyt, Długi Targ, Szeroka i powrót po bagaż przez Targ Węglowy i krótki postój przed pomnikiem króla Jana III Sobieskiego. 


Pozornie to jeden z wielu pomników, ale z niezmiernie interesującą historią. Oryginalnie postawiono go w 1898 r. we Lwowie na Wałach Hetmańskich zwracając twarz króla 'ku wschodowi, skąd najczęściej nadchodziło niebezpieczeństwo dla Lwowa', zaś po wojnie trafił on na 15 lat do Warszawy, postawiony bez cokołu przy Pałacu Wilanowskim. Pomnik starały się następnie pozyskać Wrocław, Kraków i Gdańsk. W 1965 r. ostatecznie znalazł się w Gdańsku, podobno z uwagi na silne więzi Sobieskiego z miastem Heweliusza, którego wspierał finansowo w pracach naukowych. 

Wylot z Gdańska, mimo znacznego opóźnienia i lądowania w UK o 1:30 am zamiast 23:00 pm dnia poprzedniego 


przypomniał mi wylot sprzed dokładnie 2. miesięcy w przeciwną stronę, gdzie nawet miejsce miałam dokładnie to samo. 


Słowiańska dusza się nie starzeje, przechowuje i gromadzi chwile, by potem móc pobiec za wspomnieniem wywołanym jednym choćby słowem, obrazem, gestem, dźwiękiem czy zapachem. 

'To, co minęło, powraca. Wchodzi jak czuła igła w serce. Wystarczy szczegół. Dźwięk, zapach, obraz, chwila. Dostrzeżesz coś kątem oka i minione powraca z niespodziewaną siłą

A. Stasiuk

Po wizycie w Trójmieście pozostało piękne wspomnienie, szum morza, normalnie zaklęty we wszystkich muszlach z jakimi miałam bliską przyjemność nasłuchiwania i pragnienie częstych powrotów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz