Brzmi jak Harlem. Holendrzy odpowiadają za przemycenie nazwy za wielką wodę do obecnego Nowego Jorku. Ten holenderski to w zasadzie dalekie przedmieścia Amsterdamu. Zatrzymujemy się tam na jedną noc. Mapa prowadzi nas od stacji do domu z czerwonymi drzwiami. Harlem per pedes zaliczony w 20. minut. Z walizką.
Rozpakowujemy bagaż i ruszamy za przewodnikiem w miasto nim do reszty pogrąży się w ciemnościach. W Haarlemie malował i zmarł Franz van Hals. Jego muzeum jest pierwsze na naszej trasie. Niestety jest już zamknięte. Apetyt na największą na świecie kolekcję 'Halsów' i te 27. odcieni czerni jakich doszukał sie podobno Van Gogh pozostał.
Najpiękniejsza jest wieża kościoła św. Bawona, smukła, piaskowa i jak pamięć teraz podpowiada kojarząca się z wysadzaną brylantami koroną albo ciastem typu 'keks'. Przewodnik podpowiada, że w Grote Kerk grywał i Mozart (młody) i Handel (stary) na müllerowskich organach.
Na koniec pewna prawda, którą z rana poczęstowała mnie jedna z 'dwójkowych' audycji PR. Po 40-tce kręcą nas te same rzeczy, które pokochaliśmy mając lat 18.
Odrzucając pewne oczywiste 'nieścisłości' mówię tym słowom w duchu krótkie 'tak'. I muzycznie towarzyszy mi w głowie Organek z ubiegłorocznego Męskiego i 'Ta nasza młodość'. Oczywiście. Forever 21. Ale nadchodzące urodziny pokazują zuuupełnie inne cyferki. Na pohybel liczbom zacytuję pewnego kolegę 'wiek, to tylko nasze postrzeganie rzeczywistości'. No i niech będzie. Są tacy, którzy w wieku lat 10 brzmią jak co najmniej dojrzała 60-tka. I wiadomo, tacy, co wręcz odwrotnie. Cóż, jak śpiewał Muniek 'prawda leży gdzieś po srodku'.
I tak notka Haarlemie na początku maja poszła swoim torem. Nie znaczy to, że odwiedzić tego miasteczka nie warto. Przeciwnie. Warto, dlatego, że tam czas się trochę zatrzymał oraz do plaży można dotrzeć rowerem. Kuszące i dodane do programu następnej wizyty. Ave.

No i teraz zastanawiam się, co mnie kręciło w wieku umownego wchodzenia w dorosłość:)
OdpowiedzUsuńRaz obudzona wrażliwość na mowę świata nie zna wieku :)
Usuń