Warszawskie miejsca po latach
Idę do miejsc moich, naszych, ich. Gęstych od wspomnień. Wciąż do mnie mówią, ja do nich, odwiedzają mnie w snach. To fragmenty świata, który się odbył. Był. Minął. Często przychodzą z książek, odrywają od lektury, by potem w wyobraźni prowadzić swoimi drogami pamięci , siatkami skojarzeń. Ciężko je urwać, by zapisać, Każda próba utrwalenia to nadanie formy, która odziera z treści. Ot, cena prób zapisania tego, co kołacze się po głowie dniem i nocą. Żyje życiem niezapisanym, nieoprzecinkowanym i ukropkowionym, a więc trochę nieformlanym. Jest dziwną formą, której nie podkreśla edytor tekstu, której nic się nie dziwi. Żywy chwilę temu obraz zamiera. Nieruchomieje w linijkach tekstu niczym odlew z brązu. Dopiero ten głos w głowie, zwany wyobraźnią, potrafi ożywić to, co oddał nieśmiertelny, wiecznie migający kursor. I upływ rzeki czyli czasu.
W głowie wyświetla mi się obraz i opis równoległy. Taka trzecia szyna torów pociągowych.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz