poniedziałek, 9 lutego 2015

Warszawa szlakiem żydowskim, czyli to nie był sen

"O, sny to drugie życie, gdy się wytłumaczy. Tylko trzeba na to mądrości, o, wielgachnej mądrości. Mądrości aż na tamten świat i dalszej".
("Traktat o łuskaniu fasoli")





O spacery 'tematyczne' w Warszawie nie trudno. Ten, śladami Żydów, przydarzył mi sie przypadkiem, trochę z braku koncepcji na trasę do zagospodarowania w dwie godzinki. 

Tym razem wątek żydowski był niezamierzoną i podświadomą kontynuacją wydarzeń dnia poprzedniego. Na jeszcze londyńskie 'dzień dobry' otrzymałam zdjęcie/mem, na którym Jan Paweł II potępia antysemityzm. 


Na sam koniec dnia, podczas pobieżnego przeglądu styczniowej polskiej prasy natknęłam się na serię artykułów o Auschwitz.



Zaś przed snem szukając miejsc na bezglutenowy lunch dnia następnego znalazłam vege miejsce o nazwie... Tel-Aviv... Co ciekawe, wątek Tel Aviv'u pojawił się już tego dnia w pewnej wiadomości, ale był bardziej art deco-related ;)

Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu obudziłam się z przekonaniem, że byłam we Wrocławiu (sen z hashtag 'wroclove' traktuję jako swoisty znak czasów; 'o tempora, o mores' jakby dodała moja Rodzicielka;) oraz nowo nabytą wiedzą, że w dzieciństwie zostałam adoptowana jako dziecko pochodzenia żydowskiego. Hmm... Lata wcześniej parokrotnie pytałam o genealogię rodziny - nic nikomu nie wiadomo. 

Warszawskie soboty zaczynam dosyć wcześnie od kilkugodzinnego pobytu na Woli, dawnym terenie getta, w sąsiedztwie m.in Cmentarza Żydowskiego. Jak się okazało po południu wydarzenia poprzedniego dnia i nocy miały swoją kontynuację.  

Brak przejścia dla pieszych między skrzyżowaniem przy metrze Ratusz Arsenał i Kinem Femina sprawił, iż natrafiłam zupełnie przypadkiem na wyglądający na nowopowstały mural poświęcony dawnemu warszawskiemu Lesznu, upamiętniający nieistniejące już miejsca żydowskie - Wielką Synagogę na Tłomackiem, Pasaż Simonsa oraz postaci związane z gettem: Stefanię Grodzieńską oraz dr Marka Edelmana





Chwilę później, przyciągnięta widokiem mijanego, choć ukrytego budynku Opery Kameralnej, natknęłam się na jeden z wielu wmurowanych w chodnik żeliwny napis w języku polskim i angielskim informujący o przebiegającej tu niegdyś granicy oddzielającej teren getto od tzw. strony aryjskiej. 





Podobny fragment granicy muru mniejszego getta spotkałam w Parku Mirowskim. Nie wiem, czy jest gdziekolwiek inny kawałek żelaza wpleciony w płytę chodnika wywołujący podobne uczucie ścisku w gardle.


Przesmyk między ulicą Grzybowską a Świętokrzyską oraz sam Plac Grzybowski to niegdyś ośrodek żydowskiej dzielnicy handlowej, gdzie obecnie koncentruje się życie społeczności żydowskiej, organizacji żydowskich oraz jedynego w Europie Teatru Żydowskiego wystawiającego sztuki w  jidysz.







Na tyłach teatru ukryta jest jedyna ocalała synagoga - tzw. Synagoga Nożykow. 




Około 150m dalej, idąc ul. Bagno w stronę PKiN, mniej więcej tyle, ile wynosi odległość między tyłami kościoła pw. Wszystkich Świętych poświęconego Polakom, którzy ratowali ludność żydowską w latach 1939-45.


a obecnym Teatrem Dramatycznym znajduje się kolejny fragment żelaznego napisu - znaczącego południowo-wschodnią linię granicy getta.


W miejscu Teatru Lalka znajdowała się ostatnia siedziba Domu Sierot prowadzonego przez dr Janusza Korczaka, z którego 5 sierpnia 1942 r. wyszedł wraz z ok. 200. podopiecznymi na Umschlagplatz. Informuje o tym odsłonięta dokładnie 70 lat później, w Roku Janusza Korczaka, tablica pamiątkowa umieszczona tuż przy wejściu do teatru. 


Po latach starań, w 2003 roku Fundacja Shalom doprowadziła do wmurowała w przylegającym do PKiN Parku Świętokrzyskim kamienia pod budowę pomnika Janusza Korczaka, który odsłonięto w 2006 r. w Dzień Dziecka.



'Gdyby wziąć wszystkie uśmiechy dziecięce,
uśmiechy kwiatów i uśmiechy ptaków,

uśmiech poety i uśmiech lekarza –

powstałby wiersz o Januszu Korczaku.

Wiersz o człowieku, co w czasach ciemności,
na obłąkanym z nienawiści świecie,

mial jasne serce i miał jasne myśli,

wiersz o człowieku, co kochał dzieci

'O Januszu Korczaku' Stefania Ney (Grodzieńska)


'Nikomu nie życzę źle. Nie umiem
Nie wiem jak to się robi'


Podsumowaniem sobotniego szlaku był szybki lunch w Tel-Aviv przy ul. Poznańskiej 11, gdzie pomyślałam sobie kolejny raz, że sny mają nieocenione głębsze znaczenie, będąc wizjami z pogranicza światów, miejsc istniejących i tych widzianych jedynie 'po wewnętrznej stronie powiek', zupełnie jak ten szlak miejsc w Warszawie, tych bezpowrotnie zniszczonych, ale wciąż ocalanych od pułapek mgły pamięci. Z tym, że pamięć jest kapryśna, a historia bezwzględna, a sny? Te bywają.
    


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz