wtorek, 3 lutego 2015

Wybrzeża pełne ciszy

Osiem miesięcy temu byłam na bardzo długim i bardzo niezwykłym koncercie Piwnicy św. Norberta z Krakowa. To był jeden z najlepszych piątków i wspaniałe rozpoczęcie ostatniego kwietniowego weekendu. 


Piękna, oniryczna muzyka towarzyszyła poezji Karola Wojtyły przenosząc momentalnie w dalekie krainy ciszy i łagodności.

Karol Wojtyła
II
LIST DO PRZYJACIELA
Ten list, Drogi, do Ciebie, bo z Tobą się dzielę  wschodami zórz i chlebem białych błogosławieństw,  i blaskiem, który księżyc rozsuł po popiele,  tęsknotami za Złotym Wiekiem – w śnie – na jawie…

A tu mosty, tu drogi, tu ciernie. Tak co dzień.  Ludzkość spętanym skrzydłom wciąż łoży objaty.  Lecz oto jest poeta – piastowicz-kołodziej: niech pobuduje mosty, drogi wskroś zatraty.  

Wznosić tedy poczynam młodzieńczy most Dążeń: budowla kaskadami upiętrzona w górę.  - Na wieczór ten lipowy wspomnij, jak ja pomnę,
wspomnij: błękitny powiew przechadzał się krużgankiem – 
Już wtedy, ja już wtedy ten takt słowom kułem  - 
Potem Afrodis z fal powstała -: ale to było rankiem.  

VIII

Widzę tę tęsknot budowlę, jak dusz słowiańskich gontynę.  
Słowianie się prawi wywodzą z dębowych, drzewnych zadum.  Z bierwion ojcowska chata. Pługa się ino imę. 

Słowiańska duszo tęskna – Idę po świętych śladach.  Słowiańska duszo moja – tyś jest wpatrzeniem w Piękno,
i jesteś żądzą raju – z wieczystych nieukojeń – 
Oto sięgasz prawicą, pochodnią zbrojną ręką  w wierzeje kute – gontyny rozewrzeć podwoje.  

Oto tu apostolski jest kościół, chram i zamek: 
tu ludzi miodnych, piastów gościnnych i lechów.  
Oto w monstrancji niosą słowiański Sakrament – 
Pokój idzie przyłogiem – błogosławi strzechom… 

I oto – Amen – pieśniom niech się stanie zadość: Słowiańska pieśń Miłości – Łado – Łado – Łado! 

X

Największą Prawdę ludzką odkrywam w tobie co dnia,  
najszczerszy płacz dziewczęcy, modlitw serdecznych rzewność, których co maja słucham, gdy świat się pieśnią zapłodnia – wtedy się w tobie, o duszo, taka roztkliwia śpiewność,  

że wierzę w przemijanie najgorszych dni katorg,  
w jasność wierzę idącą z twojej wawelskiej gontyny,  
co nad słowiańskim ludem, jak Jowisz rzymski Stator 
Sprawiedliwości miarę i miarę dzierży Czynów. 

I otóż na Wawelu symbol duszy słowiańskiej kształtów:
nad kondygnacją kaplic, Zygmuntów renesansem 
z cegieł się żebrowania w gotyckich okien światło  
pną, ku rozetom pował, co naw zakuły pancerz. 

I zgoda jest dziwna tej duszy słowiańskiej i Wawelu,  jak jednych rąk melodia, jak symfoniczny prelud.  

I. Wybrzeża pełne ciszy

1.  

Dalekie wybrzeża ciszy zaczynają się tuż za progiem  
Nie przefruniesz tamtędy jak ptak.  Musisz stanąć i patrzeć coraz głębiej 
i głębiej, aż nie zdołasz już odchylić duszy od dna. 

Tam już spojrzeń żadna zieleń nie nasyci,  nie powrócą oczy uwięzione.  
Myślałeś, że cię życie ukryje przed tamtym Życiem  w głębiny przechylonym.

Z nurtu tego – to wiedz – że nie ma powrotu.  
Objęty tajemniczym pięknem wieczności! Trwać i trwać. Nie przerywać odlotów cieniom, tylko trwać  
coraz jaśniej i prościej.

Tymczasem wciąż ustępujesz przed Kimś, co stamtąd nadchodzi  
zamykając za sobą cicho drzwi izdebki maleńkiej –
a idąc krok łagodzi 
-i tą ciszą trafia najgłębiej.  

2. 

To Przyjaciel. Ciągle wracasz pamięcią  do tego poranka zimą. 
Tyle lat już wierzyłeś, wiedziałeś na pewno,  a jednak nie możesz wyjść z podziwu.  

Pochylony nad lampą, w snopie światła wysoko związanym, 
nie podnosząc swej twarzy, bo po co -  - i już nie wiesz, czy tam, tam daleko widziany,  
czy tu w głębi zamkniętych oczu -  

Jest tam. A tutaj nie ma nic prócz drżenia,  
oprócz słów odszukanych z nicości -  ach, zostaje ci jeszcze cząstka tego zdziwienia,  
które będzie całą treścią wieczności. 

3.

Póki morze przyjmujesz w swe otwarte źrenice 
pod postacią falujących kół,  
zdaje ci się, że utną w tobie wszystkie głębie i wszystkie granice –
lecz już stopą dotknąłeś się fali,  a tobie się zdawało: 
to Morze we mnie mieszkało 
taką ciszę rozlewając wkoło, taki chłód.  

Tonąć, tonąć! Przechylić się, potem obsuwać się z wolna,  nie wyczuwać w tym odpływie stopni, po których zbiega się drżąc – 
tylko dusza, dusza człowieka zanurzona w maleńkiej kropli, 
dusza porwana w prąd. 

4.  

Nie taki jest żywioł świata. 
Kiedy morze cię szybko ukrywa 
i roztapia w milczącej głębi
- światło od fal powłóczystych prostopadłe blaski oderwie 
i z wolna kończy się morze, a jasność napływa.  

A wtedy, zewsząd widoczny, w zwierciadłach dalekich i bliskich 
widzisz swój cień.
Jak się ukryjesz w tym Świetle?  Za małoś jest przeźroczysty,  a jasność zewsząd tchnie.  

Wtedy – patrz w siebie. To Przyjaciel,  który jest jedną iskierką, a całą Światłością.  
Ogarniając sobą tę iskrę, 
już nie dostrzegasz nic 
i nie czujesz, jaką jesteś objęty Miłością.  

5. 

Miłość mi wszystko wyjaśniła,
miłość wszystko rozwiązała – 
dlatego uwielbiam tę Miłość,  gdziekolwiek by przebywała.  

A że się stałem równiną dla cichego otwartą przepływu, 
w którym nie ma nic z fali huczącej, nie opartej o tęczowe pnie,  
ale wiele jest z fali kojącej, która światło w głębinach odkrywa  
i tą światłością po liściach nie osrebrzonych tchnie.  

Więc w takiej ciszy ukryty ja-liść,  oswobodzony od wiatru,  już się nie troskam o żaden z upadających dni,  gdy wiem, że wszystkie upadną. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz