Osiem miesięcy temu byłam na bardzo długim i bardzo niezwykłym koncercie Piwnicy św. Norberta z Krakowa. To był jeden z najlepszych piątków i wspaniałe rozpoczęcie ostatniego kwietniowego weekendu.
Piękna, oniryczna muzyka towarzyszyła poezji Karola Wojtyły przenosząc momentalnie w dalekie krainy ciszy i łagodności.
Karol Wojtyła
II
LIST DO PRZYJACIELA
Ten list, Drogi, do Ciebie, bo z Tobą się dzielę wschodami zórz i chlebem białych błogosławieństw, i blaskiem, który księżyc rozsuł po popiele, tęsknotami za Złotym Wiekiem – w śnie – na jawie…
A tu mosty, tu drogi, tu ciernie. Tak co dzień. Ludzkość spętanym skrzydłom wciąż łoży objaty. Lecz oto jest poeta – piastowicz-kołodziej: niech pobuduje mosty, drogi wskroś zatraty.
Wznosić tedy poczynam młodzieńczy most Dążeń: budowla kaskadami upiętrzona w górę. - Na wieczór ten lipowy wspomnij, jak ja pomnę,
wspomnij: błękitny powiew przechadzał się krużgankiem –
Już wtedy, ja już wtedy ten takt słowom kułem -
Potem Afrodis z fal powstała -: ale to było rankiem.
VIII
Widzę tę tęsknot budowlę, jak dusz słowiańskich gontynę.
Słowianie się prawi wywodzą z dębowych, drzewnych zadum. Z bierwion ojcowska chata. Pługa się ino imę.
Słowiańska duszo tęskna – Idę po świętych śladach. Słowiańska duszo moja – tyś jest wpatrzeniem w Piękno,
i jesteś żądzą raju – z wieczystych nieukojeń –
Oto sięgasz prawicą, pochodnią zbrojną ręką w wierzeje kute – gontyny rozewrzeć podwoje.
Oto tu apostolski jest kościół, chram i zamek:
tu ludzi miodnych, piastów gościnnych i lechów.
Oto w monstrancji niosą słowiański Sakrament –
Pokój idzie przyłogiem – błogosławi strzechom…
I oto – Amen – pieśniom niech się stanie zadość: Słowiańska pieśń Miłości – Łado – Łado – Łado!
X
Największą Prawdę ludzką odkrywam w tobie co dnia,
najszczerszy płacz dziewczęcy, modlitw serdecznych rzewność, których co maja słucham, gdy świat się pieśnią zapłodnia – wtedy się w tobie, o duszo, taka roztkliwia śpiewność,
że wierzę w przemijanie najgorszych dni katorg,
w jasność wierzę idącą z twojej wawelskiej gontyny,
co nad słowiańskim ludem, jak Jowisz rzymski Stator
Sprawiedliwości miarę i miarę dzierży Czynów.
I otóż na Wawelu symbol duszy słowiańskiej kształtów:
nad kondygnacją kaplic, Zygmuntów renesansem
z cegieł się żebrowania w gotyckich okien światło
pną, ku rozetom pował, co naw zakuły pancerz.
I zgoda jest dziwna tej duszy słowiańskiej i Wawelu, jak jednych rąk melodia, jak symfoniczny prelud.
I. Wybrzeża pełne ciszy
1.
Dalekie wybrzeża ciszy zaczynają się tuż za progiem
Nie przefruniesz tamtędy jak ptak. Musisz stanąć i patrzeć coraz głębiej
i głębiej, aż nie zdołasz już odchylić duszy od dna.
Tam już spojrzeń żadna zieleń nie nasyci, nie powrócą oczy uwięzione.
Myślałeś, że cię życie ukryje przed tamtym Życiem w głębiny przechylonym.
Z nurtu tego – to wiedz – że nie ma powrotu.
Objęty tajemniczym pięknem wieczności! Trwać i trwać. Nie przerywać odlotów cieniom, tylko trwać
coraz jaśniej i prościej.
Tymczasem wciąż ustępujesz przed Kimś, co stamtąd nadchodzi
zamykając za sobą cicho drzwi izdebki maleńkiej –
a idąc krok łagodzi
-i tą ciszą trafia najgłębiej.
2.
To Przyjaciel. Ciągle wracasz pamięcią do tego poranka zimą.
Tyle lat już wierzyłeś, wiedziałeś na pewno, a jednak nie możesz wyjść z podziwu.
Pochylony nad lampą, w snopie światła wysoko związanym,
nie podnosząc swej twarzy, bo po co - - i już nie wiesz, czy tam, tam daleko widziany,
czy tu w głębi zamkniętych oczu -
Jest tam. A tutaj nie ma nic prócz drżenia,
oprócz słów odszukanych z nicości - ach, zostaje ci jeszcze cząstka tego zdziwienia,
które będzie całą treścią wieczności.
3.
Póki morze przyjmujesz w swe otwarte źrenice
pod postacią falujących kół,
zdaje ci się, że utną w tobie wszystkie głębie i wszystkie granice –
lecz już stopą dotknąłeś się fali, a tobie się zdawało:
to Morze we mnie mieszkało
taką ciszę rozlewając wkoło, taki chłód.
Tonąć, tonąć! Przechylić się, potem obsuwać się z wolna, nie wyczuwać w tym odpływie stopni, po których zbiega się drżąc –
tylko dusza, dusza człowieka zanurzona w maleńkiej kropli,
dusza porwana w prąd.
4.
Nie taki jest żywioł świata.
Kiedy morze cię szybko ukrywa
i roztapia w milczącej głębi
- światło od fal powłóczystych prostopadłe blaski oderwie
i z wolna kończy się morze, a jasność napływa.
A wtedy, zewsząd widoczny, w zwierciadłach dalekich i bliskich
widzisz swój cień.
Jak się ukryjesz w tym Świetle? Za małoś jest przeźroczysty, a jasność zewsząd tchnie.
Wtedy – patrz w siebie. To Przyjaciel, który jest jedną iskierką, a całą Światłością.
Ogarniając sobą tę iskrę,
już nie dostrzegasz nic
i nie czujesz, jaką jesteś objęty Miłością.
5.
Miłość mi wszystko wyjaśniła,
miłość wszystko rozwiązała –
dlatego uwielbiam tę Miłość, gdziekolwiek by przebywała.
A że się stałem równiną dla cichego otwartą przepływu,
w którym nie ma nic z fali huczącej, nie opartej o tęczowe pnie,
ale wiele jest z fali kojącej, która światło w głębinach odkrywa
i tą światłością po liściach nie osrebrzonych tchnie.
Więc w takiej ciszy ukryty ja-liść, oswobodzony od wiatru, już się nie troskam o żaden z upadających dni, gdy wiem, że wszystkie upadną.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz