niedziela, 8 marca 2015

Osiecka

      Ten kamień, który w sercu noszę,
      pozostaw mi, Panie.
      Nie daj by czas,
      jak lekarz-morderca
      spłynął na moje posłanie
      i... kamień z serca!
      Tyleś mnie razy wywiódł
      z legowisk niekochanych,
      że dziś mi, po latach tylu,
      nie plaster daj, lecz ... kamyk.
      Nie pozwól z gorączki tej powstać.
      Nie kuruj zapomnieniem.
      Chcę czyjąś jeziorną postać
      na pustej przechować scenie.
      Ten, co mi kamień wsączył,
      jak wino do krwi pustej,
      niczemu nie jest winien.
      Jest niebem i lustrem.



      Nie ratuj mnie, Panie, nie tul,
      nie ciągnij na wódkę,
      ja już właściwie nie-tu,
      zebrałam szmatki... suknie...
      Nie daruj mi w raju jabłek,
      ni w celi — papieru i pióra.
      Ja Ci tak pięknie słabnę,
      jak popołudnie w biurach.
      Ach, lekko kamień mój dźwigać...
      Lżej niż po innych — pierścionki.
      Z nim umknę, wniebowzięta,
      jak wniebobiorą skowronki.
      „Kamień z serca" A. Osiecka

        Dziś mija 18.rocznica śmierci Agnieszki Osieckiej. 
        Pamiętam bardzo dobrze ten październikowy dzień, w którym zupełnie przypadkiem natrafiłam na Nią na warszawskiej Saskiej Kępie. 
        Choć pędziłam w bucie siedmiomilowym do fizjoterapeuty przystanęłam na chwilkę, by zrobić zdjęcie. Uśmiechnęłam się do spokojnie siedzącej Osieckiej, bo nigdy nie wydawała mi się tak spokojna jak wtedy, tam, na rogu Francuskiej i Zwycięzców. 'Na zakręcie' można rzec. 
        Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że za kilka godzin jej teksty zaczną żyć we mnie swoim własnym życiem. I to w sposób zupełnie podświadomy. Że 'w niemożliwym niebie niemożliwe anioły, w niemożliwym niebie niemożliwy dom...', że 'na zakręcie migają światła rozmaitych możliwości' 'a moje życie zakolebie się jak balia' po to, by przekonać się, czy 'operacja wyrywania serca przeprowadzona w normalnych warunkach jest całkowicie bezbolesna, trwa od dwóch do trzech minut. Zostaje po tym blizna, zwana również świętym spokojem'. Tak właśnie było.
        Jest 'nadzieja-nie ma z czego żyć, nie ma za co pić, ale pod poduszką Twoją śpi, albo cicho puka do Twych drzwi i dobiegnie zawsze tam, gdzie Ty. Nadzieja - siostra dobrych snów, matka białych bzów, zawsze młoda jak wiosenny nów.' 

Są takie noce
od innych łaskawsze,
kiedy się wolno wygłupiać, 
wolno powtarzać „nigdy” i „zawsze”, 
wolno słowami się upić, 
tylko nie wolno tej nocy pod różą 
okraść, okłamać, oszukać, 
bo się już będzie 
odtąd na próżno 
bezsennej nocy tej szukać...

Szukam wiatru w polu,
zapomnianych słów, 
śladu łez w kąkolu,
przedwczorajszych bzów. 
Szukam wiatru w polu, 
jak to trwa i trwa, 
chociaż oczy bolą, 
szukam w niebie dna...

Są takie noce 
od innych ciemniejsze, 
kiedy się wolno rozpłakać, 
wolno powtarzać słowa najświętsze, 
mówić o wróżbach i znakach, 
tylko nie wolno tej nocy pod różą 
okraść, okłamać, oszukać, 
bo się już będzie odtąd na próżno 
bezsennej nocy tej szukać...

Szukam wiatru w polu, 
zapomnianych słów, 
śladu łez w kąkolu, 
przedwczorajszych bzów. 
Szukam wiatru w polu, 
jak to trwa i trwa, 
chociaż oczy bolą, 
szukam w niebie dna...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz